Stary motyl

Wracając wczoraj ze spacerku z Misiem natknęłam się na coś, co kazało mi się na chwilę zatrzymać. Był to motylek, rusałka pawik. Niby nie powinnam być bardzo zaskoczona, bo tegorocznego lata tych cudnych istotek było tak wiele, że niemal gromadami obsiadały mój dom. Może to za sprawą niekoszonej od dwóch lat łączki obok domu, która według przyjezdnych może się wydawać zaniedbana, w moich oczach widnieje jednak jako ogród motyli. I mimo, że może trochę straszy to ja patrzę na nią z dumą 🙂

Ale do rzeczy… Wracam więc sobie do domu i widzę motylka, który zakopany w liściach jakby czeka na coś. Nie uciekał, więc delikatnie ujęłam go w dłoń i wtedy dotarło do mnie jak bardzo jest stary i zniszczony, że już chyba nadszedł na niego czas. Wtedy przypomniał mi się wiersz o pawiku, który napisałam kilka lat temu:

Przebudzenie

Budzi się
Po długim śnie

Prostuje stare skrzydła
Podartych krawędzi już nie naprawię
Rudy pyłek zdmuchnę jak kurz

Zatarte oczko z ochotą
Wciąż jednak patrzy
Dawnym połyskując złotem

Przetrwał srogą zimę
W szczelinie dobrego drzewa
Odleci w poszukiwaniu łąk
Wiosenny ptak mu zaśpiewa
W tle

Zdałam sobie sprawę, że w takim stanie nie dotrwa do wiosny i gdy już na dobre zanurzyłam się w melancholijnym nastroju dopadła mnie smutna świadomość przemijania. Ta mała istotka, której podarte skrzydełka powiewały na wietrze przypomniała mi o kruchości życia. Dotarło do mnie, że naprawdę przyszła już jesień. Spojrzałam też w przyszłość i oczami wyobraźni zobaczyłam jak świat zamiera pod warstwą śniegu i z utęsknieniem czeka na wiosnę.

Dodaj komentarz