– Puk! Puk! To ja, Tulipanka! Dlaczego tak dziwnie się ubierasz? – Tulipanka zapytała mnie wychylając główkę z rysunku.

– Przymierzam kostium na bal. Jestem zaproszona na zabawę karnawałową i święto Walentego. To święto zakochanych. – odpowiedziałam starając się wcisnąć w dawno nie używaną czarną sukienkę.

– Jeśli to jest zabawa, to twoja sukienka powinna być kolorowa, radosna, zwiewna, błyscząca, piękna! A ty wkładasz jakiś futerał na okulary. Popatrz na mnie! Jestem pomarańczowa, pełna życia, energii, ruchu i tańca. Tak trzeba wyglądać.

Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, na Tulipankę i musiałam przyznać jej rację.

– Tak, rzeczywiście. Twój kolor jest taki soczysty i ciepły. Samo zdrowie i sama radość. Hmm… z tego wszystkiego napiję się chyba soku z marchwii i pomarańczy. Później poszukam innego stroju, a teraz jeśli chcesz, to opowiem ci skąd się wziął twój piękny wygląd.

– O! Tak! Tak! Obiecałaś! – Tulipanka bardzo się ucieszyła i wyskoczyła z rysunku.

Usiadła sobie na brzegu mojego przybornika, założyła nogę na nogę, splotła rączki w koszyczek i spoglądała na mnie niezwykle zaciekawiona. Otwierała przy tym tak szeroko swoje oczy, że aż prawie wyskoczyły jej z głowy.

– Jestem gotowa i moje oczy słuchają. – zapewniła mnie, jakby przeczuwała moje obawy.

– Tulipanko, słucha się uszami, nie oczami. – poprawiłam ją.

– Ja otwieram się cała i chłonę wszystkie interesujące informacje.

– Dobrze. Jak chcesz. Tylko mrugnij od czasu do czasu powiekami, żeby przetrzeć szybkę duszy.

– Co? Nie rozumiem? – pomarańczowa była zakłopotana.

– Nic nie szkodzi. To zagadka na inne opowiadanie. Teraz posłuchaj. Pamiętasz historię o Moua i Ao?

Tulipanka skinęła głową na znak, że pamięta.

– Dwaj przyjaciele z zimnej krainy oraz ich plemiona, nie pozostali długo w tym samym miejscu. Postanowili razem znaleźć miejsce, gdzie będzie więcej pożywienia i drzew na ognisko. Zeszli z zimnych gór do zalesionych dolin i tym razem to Moua by przewodnikiem. Osiedlili się pod wielkim lodowym murem, w zaciszu obrośniętych drzewami i krzewami terenów. Ponieważ rodzina Ao nie znosiła zbyt ciepłego klimatu, więc bliskość zimnych gór gwarantowała im schronienie  przed upałami. I tak sobie żyli. Zaczęli budować domy, uprawiać pola, gdzie rosnące roślinki dawały im ziarno na mąkę. Z tego ziarna robili placki, napoje i żywili zwierzęta, które z nimi zamieszkały.

– Takie koty jak twój! – zakrzyknęła zdziwiona Tulipanka.

– Tak. Koty, psy, kozy, owieczki, konie, krówki… i wiele, wiele innych. Ziemia, na której zamieszkali, była bardzo urodzajna i rosły tam również piękne kwiaty i kolorowe krzewinki. W miejscach, gdzie rwące strumyki przynosiły błyszczące i kolorowe piaski z gór, różne ziarenka mieszały się razem. Pewnego dnia, jedno ziarno miniizapadło się głęboko w szczelinę skalną. Później, wiatr przywiał w to samo miejsce inne ziarno, był to okruszek żółcienia perskiego. Dwa osamotnione ziarenka przytuliły się mocno do siebie i zasnęły w uścisku. Trwały tak długo, razem, osamotnione i odosobnione. Wiele lat później, kiedylodowe góry zaczęły się topić z powodu gorąca, które zapanowało na świecie, ogromne rzeki poczęły spływać do urodzajnej doliny. Ciek wodny dostał się też to skalnej szczeliny i ziarenka popłynęły z wodą na nasłonecznioną polanę. Ugrzęzły tam gdzieś w bagnistym terenie i zapadły się w ziemię. Po pewnym czasie, z dwóch ziarenek stworzył się jeden koralik. Troszkę napęczniał, zaokrąglił się i nabrał cudownej barwy oranżu. Gdy ziemia trochę obeschła, przyszli potomkowie Moua i Ao i pozbierali różne ziarenka, korzonki, pyłki i zawieźli daleko, bardzo daleko, do innych krain i innych osiedli. Piękny pyłek i maleńkie ziarenka mieszano tam z wodą, albo jajkami i pisano nimi w ogromnych księgach. Inne ziarenka posłużyły do namalowania cudownych ikon i obrazów. Te większe ziarna, prawie grudki lub korzonki, obrodziły pachnącymi, kolorowymi kwiatami i ozdobiły  najpiękniejsze ogrody na całej ziemi. A nasz koralik, ten pomarańczowy, znalazł się w koszyczku z korzonkami i bulwami kwiatów i… pojawił się w moim ogrodzie, a teraz jest na moim rysunku i nazywa się… Tulipanka!

– Oh! Jaka piękna historia! To ja jestem tym koralikiem? – Tulipanka miała bardzo rozmarzoną minę.

– Koralikiem byłaś przez chwilkę. Od kiedy zamieszkałaś w moim ogrodzie, stałaś się małą, pomarańczową i magiczną istotką. Takie było twoje przeznaczenie. Teraz, moim zadaniem  jest uwidocznienie twojego pięknego koloru, bo na zimnie lub na słońcu straci on swój piękny połysk, a barwa zmieni się na czarną lub białą. Twój dom jest w świecie obrazu i wyobraźni malarza. Twoja rodzina, to pył kolorów, litery przeznaczenia i krajobrazy na płótnie lub drzewach życia. Jesteś magiczna, bo nigdy wcześniej, ani nigdy później dwa ziarna minii i żółcienia perskiego nie połączyły się w wiecznym uścisku.  Jesteś jedyna i unikatowa.

– No to pięknie. Mam swój cały klan. To chyba dlatego wszystko tak dobrze wiem. A skąd ty dowiedziałaś się tyle rzeczy o mnie? – Tulipanka wpijała we mnie swój przenikliwy wzrok w oczekiwaniu odpowiedzi.

– Udokumentowałam się i przeczytałam wiele książek i publikacji.

– Czyli wsadzałaś nos w “cudze sprawy”? Nie szkodzi. Wiesz… lubię twój nos.

– Chyba chciałaś powiedzieć : dziękuję Ewo za twoje zaangażowanie.

– Tak właśnie chciałam powiedzieć. Dziękuję ci… MOJA PRZYJACIÓŁKO!

———————————-

Jeśli chcesz dowiedzieć się kim jest Tulipanka, kto ją rysuje oraz opisuje zajrzyj do zakładki TULIPANKA,
by zobaczyć jak powstaje ilustracja kliknij TUTAJ.


– Toc! Toc! C’est moi, Tulipinette! Pourquoi t’habilles-tu aussi bizarrement? me questionna Tulipinette, sortant sa tête du dessin.

– J’essaye le costume pour le bal. Je suis invitée au festin du carnaval et de la Saint Valentin. C’est la fête des amoureux, répondis-je en essayant de me fourrer dans ma robe noire si longtemps laissée de côté.

– Si c’est pour une fête, alors ta robe devrait être colorée, joyeuse, légère, brillante, belle ! Pas cet étui à lunettes que tu mets sur toi. Regarde-moi ! Je suis orangée, pleine de vie, d’énergie, du mouvement et de la danse. Voilà la bonne allure.

Je vis mon reflet dans le miroir et j’admis qu’elle avait raison.

– Oui, effectivement. Ta couleur est si juteuse, si chaude. La bonne santé et de la joie. Hmm… du coup j’ai envie d’un verre de jus de carotte et d’orange. Bon, je chercherai un autre costume plus tard et maintenant, si tu veux, je te raconterai d’où vient ta jolie allure.

– Ah! Oui! Oui! T’as promis! S’est réjouie Tulipinette, sortie du tableau.

Elle s’assit sur le bord de mon nécessaire à dessins, croisa les jambes, assembla ses mains en panier et me regarda curieusement. En même temps, elle ouvrit ses yeux si grands qu’ils sortirent presque de sa tête.

– Je suis prête et mes yeux t’écoutent, me rassura-t-elle comme en réponse à mes craintes.

– Tulipinette, on écoute avec les oreilles, pas avec les yeux, la corrigeais-je.

– Moi, je m’ouvre entièrement et j’absorbe toutes les informations intéressantes.

– D’accord. Comme tu veux. Toutefois, cligne parfois des paupières pour essuyer les miroirs de l’âme.

– Quoi? Je ne comprends pas, dit Orangée, embarrassée.

– Ce n’est pas grave. C’est une devinette pour un autre récit. Ecoute maintenant. Te souviens-tu  l’histoire de Moua et Ao?

Tulipinette acquiesça.

– Deux amis du pays froid et leurs tribus ne restèrent pas longtemps au même endroit. Ils décidèrent, ensemble, de trouver un autre lieu plein de nourriture et d’arbres pour le feu. Alors, ils descendirent des montagnes glacées vers les vallées boisées et cette fois, Moua était leur guide. Ils s’installèrent près d’un énorme mur glacé, dans un recoin tranquille aux terrains couverts d’arbres et de bosquets. Comme la famille de Ao ne supportait pas le climat chaud, la proximité des froides montagnes leur garantissait un abri aux temps des grosses chaleurs. Ils vivaient ainsi. Ils commencèrent la construction des maisons. Ils se lancèrent dans la culture des champs, d’où les plantes leur donnèrent des graines pour la farine. De ces grains, ils confectionnaient des galettes, des boissons et nourrissaient les animaux qui s’étaient installés avec eux.

– Des chats comme le tien? s’écria Tulipinette, étonnée.

– Oui. Les chats, les chiens, les chèvres, les moutons, les chevaux, les vaches… et encore beaucoup d’autres. La terre sur laquelle ils vivaient était très fertile. Il y poussait également des belles fleurs et des arbustes de couleurs. A l’endroit où les cours d’eau rapides apportaient des sables colorés et brillants des montagnes, leurs différentes graines se mélangeaient.  Un jour, une petite graine de minium s’enfonça profond dans la fente d’une roche. Plus tard, le vent apporta au même endroit une toute autre graine, le jaune de perse – l’orpiment. Les deux esseulés s’entrelacèrent dans une étreinte forte et s’endormirent ensemble. Ils demeuraient ainsi longtemps, ensemble, solitaires et isolés. Des longues années plus tard, quand les montagnes glacées commencèrent à fondre à cause de la chaleur répandue dans le monde, des gros fleuves se mirent à descendre dans la féconde vallée. Le flux d’eau arriva aussi dans la fente de la roche et emporta avec elle les graines sur une plaine ensoleillée. Là-bas, ils s’enfoncèrent dans la mare puis disparurent au fond de terre. Au bout d’un certain temps, les deux graines s’unirent en une seule perle. Elle enfla un peu, s’arrondit et se para d’une belle couleur orange. Une fois la terre asséchée, les descendants de Moua et Ao vinrent pour ramasser des différentes graines, des racines, des poudres et les emportèrent loin, très loin vers des contrées éloignées. Là-bas, on y mélangea des jolies poudres et des graines avec de l’eau ou des œufs pour s’en servir dans l’écriture des textes des grands livres. D’autres graines servirent à peindre des merveilleuses icones ou les tableaux. D’autres germes, ceux les plus grand, presque des mottes ou des racines abondèrent en magnifiques fleurs et décorèrent les plus beaux jardins de la terre. Quant à notre perle, celle orangée, elle se retrouva dans un panier plein de racines et des bulbes de fleurs, et… se manifesta dans mon jardin, puis se retrouva sur mon dessin, et devint ensuite… Tulipinette.

– Oh! Quelle belle histoire! Cette perle c’est moi?

Tulipinette afficha un air rêveur sur son visage.

– Une perle, tu n’étais qu’un court instant. Depuis que tu t’es installée dans mon jardin tu es devenue un petit personnage orange et magique. Tel fut ton destin. Ma mission consiste maintenant à mettre en valeur ta belle couleur qui dans le froid ou au soleil perdra son joli éclat et noircira ou blanchira. Désormais, ta demeure est dans le monde du tableau et dans l’imagination du peintre. Ta famille c’est la poussière des couleurs, des lettres du destin et le paysage sur la toile ou sur l’arbre de la vie. Ta magie vient du fait que jamais auparavant ni plus jamais après les deux graines de minium et d’orpiment ne seront unies dans une éternelle étreinte. Tu es unique et la seule en ton genre.

– Ah, bon! Voilà! J’ai tout un clan maintenant. Probablement grâce à cela je sais tout. Mais, d’où tu as appris tant de chose sur moi?

Tulipinette me transperça de son regard en attendant ma réponse.

– Je me suis documentée et j’ai lu beaucoup de livres et de publications diverses.

– Cela signifie, que tu mettais «ton nez dans les affaires des autres»? Ce n’est pas grave. Tu sais… j’aime bien ton nez.

– Voulais-tu dire : merci Eva pour ton engagement?

– Oui, c’est ce que je voulais dire. Merci… MON AMIE?

———————————-

Pour mieux connaitre Tulipanka et la personne qui la dessine et en parle dans le texte, sélectionne ce billet ICIpour voir comment l’illustration est créée cliquez ICI.


‘Knock! Knock! It’s me, Tulipinette! Why do you get dressed so strangely?’ Tulipinette asked me, getting out her head from the picture.

‘I try the costume for the ball. I am invited to carnival and Valentine’s Day feast. It’s lovers’ day’ I replied, trying to get into my black dress that was so long unused.

‘If it’s for a party, then your dress should be colorful, cheerful, light, bright, beautiful! Not that glasses box you put on you. Look at me ! I am orange, full of life, energy, movement and dance. That’s the good fashion.’

I saw my reflection in the mirror and I admit that she was right.

‘Yes indeed. Your color is so juicy, so hot. Good health and joy. Hmm… so I want a glass of carrot and orange juice. Well, I’ll look for another suit later, and now, if you want, I’ll tell you where your pretty look comes from.’

‘Ah! Yes !Yes ! You promised!’ rejoices Tulipinette, leaving the table.

She sat down on the edge of my draw set, crossed her legs, put her hands together like a basket, and looked at me curiously. At the same time, she opened her eyes so big that they almost came out of her head.

‘I’m ready and my eyes are listening to you’ she reassured me as if in response to my fears.

‘Tulipinette, we listen with the ears, not with the eyes’ I corrected her.

‘Me, I open myself entirely and I absorb all the interesting pieces of information.’

‘Okay. As you wish. However, sometimes blinks eyelids to wipe the mirrors of the soul.’

‘What? I do not understand’ said Orangea, embarrassed.

‘It does not matter. It’s a riddle for another story. Listen now. Do you remember the story of Moua and Ao?’

Tulipinette nodded.

‘Two cold country friends and their tribes did not stay long in one place. Together they decided to find another place full of food and trees for the fire. Then they came down from the icy mountains to the wooded valleys and this time, Moua was their guide. They settled near a huge icy wall, in a quiet corner of the ground covered with trees and groves. As Ao’s family could not stand the hot climate, the proximity of the cold mountains guaranteed them a shelter during the hot weather. They lived like that. They started building houses. They threw themselves into the cultivation of the fields, from where the plants gave them seeds for the flour. From these grains, they made cakes, drinks and fed the animals that had settled with them.’

‘Cats like yours?’ exclaimed Tulipinette, astonished.

‘Yes. Cats, dogs, goats, sheep, horses, cows… and many more. The land on which they lived was very fertile. It also grew there some beautiful flowers and shrubs of colors. Where fast-flowing streams brought bright, colorful sands from the mountains, their different seeds were mixed together. One day, a small seed of minium sank deep into the crack of a rock. Later, the wind brought in the same place another seed, the Persian yellow – orpiment. The two shemales intertwined in a strong embrace and fell asleep together. They remained so long, together, solitary and isolated. Long years later, when the icy mountains began to melt due to the heat spread throughout the world, large rivers began to descend into the fertile valley. The flow of water also came into the cleft of the rock and carried with it the seeds on a sunny plain. There, they plunged into the pond and disappeared to the bottom of the earth. After a while, the two seeds unite into a single pearl. She swelled a little, rounded and is a beautiful orange color. Once the earth had dried up, the descendants of Moua and Ao came to pick up different seeds, roots, powders and carried them away, far away to distant lands. There, we mixed pretty powders and seeds with water or eggs to use to write the texts of the big books. Other seeds were used to paint wonderful icons or paintings. Other germs, those larger, almost clods or roots abounded in magnificent flowers and decorated the most beautiful gardens of the earth. As for our pearl, the orange one, she found herself in a basket full of roots and flower bulbs, and… manifested in my garden, then found herself in my drawing, and then became… Tulipinette.’

‘Oh ! What a beautiful story! This pearl is me?’

Tulipinette looked dreamily on his face.

‘A pearl, you were only a short moment. Since you moved into my garden you have become a little orange and magical character. That was your destiny. My mission now is to highlight your beautiful color that in the cold or the sun, will lose its beautiful shine and will become black or white. From now on, your home is in the world of painting and in the imagination of the painter. Your family is the dust of colors, letters of destiny and the landscape on the canvas or on the tree of life. Your magic comes from the fact that never before nor never after the two seeds of minium and orpiment will be united in an eternal embrace. You are unique and the only one of your kind.’

‘Ah, good! I have a whole clan now. Probably because of that I know everything. But where did you learn so much about me?’

Tulipinette pierced me with her eyes while waiting for my answer.

‘I documented myself and read many books and various publications.’

‘Does it mean that you put your nose in the affairs of others? It does not matter. You know … I like your nose.’

‘Would you say: thank you Eva for your commitment?’

‘Yes, that’s what I meant. Thank you… MY FRIEND?’

———————————-

If you want to find out who Tulipanka is, who draws her and describe her, look in the TULIPANKA tab,
to see how the illustration is created click HERE.