Część pierwsza. List

– Proszę Pani(ą)i… Nie, to źle! Jeszcze raz: Szanowna Pani Kataż(rz)yno… Też nieładne, takie sztywne. A może napiszemy, tak… o… prosto: Droga Katarzyno. Hmm…, no, właśnie, tak chyba będzie odpowiednio.
-Tak Tulipanko, mnie to również odpowiada…

Od kilku tygodni próbowałyśmy z Tulipanką znaleźć sposób na uwolnienie przyjaciela “Błękitnego Ptaka” – “Złotopiórego”. Szukałyśmy informacji w mądrych księgach, w internecie, rozpytywałyśmy “tu i ówdzie”, nastawiałyśmy uszu. Bez pożądanego skutku. Kilka opowieści obiło nam się o uszy, odkrywając rąbka krukowej tajemnicy, ale niczego nie byłyśmy pewne. A do tego jeszcze ten niezrozumiały “Ptasi Język”! Mówisz jedno, a inne wychodzi!  Ta zabawa w niepotrzebną skrytą ptasią homonimię tak nas wyczerpała, że postanowiłyśmy z Tulipanką klapnąć spokojnie na kanapie i odsapnąć trochę.
– Wiesz “pomarańczowa”, ta ptasia bełkotanina jest częściowo z “francuskiego”, więc najmądrzej będzie zwrócić się do Katarzyny, aby rozszyfrowała ten “alchemiczny świergot” – poinformowałam Tulipankę o dalszym postępowaniu.
– Oj, tak, tak! Zupełnie się z tobą zgadzam! – odpowiedziała moja mała przyjaciółka, z dobrze wyczuwalną ulgą w jej głosie.
Przygotowałyśmy więc list i wysłałyśmy do Katarzyny.
Teraz, pozostaje nam już tylko czekać.
Nie będzie kłamstwem, jeśli przyznam, że jednak się niecierpliwimy oczekując na jej odpowiedź…
Musimy uzbroić się w cierpliwość, czego brakuje Tulipance. Boję się, że ona będzie chciłla pojechać do Katarzyny do Francji. Mam nadzieję, że się tak nie stanie!

Oczekiwanie…

„Jak tylko Tulipanka dowiedziała się o Targach i Salonach Książki we Francji, w których bierze udział nasza znajoma Katarzyna Ducros, to kategorycznie zadecydowała, że musi tam pojechać i koniec. Nie mam najmniejszego pojęcia skąd ona otrzymała te informacje. Wczoraj, gdy sprzątałam swoją pracownię to w mojej biblioteczce dojrzała książkę o Ani z Zielonego Wzgórza. Tak się zaczytała, że w ogóle nie mogłam do niej dotrzeć. Po czym oświadczyła, że ona też musi mieć bufiaste rękawy, że bez nich na targach pojawić się nie może, o nie!  Zaczęła mnie prosić bym takie namalowała,na przykład na ilustracji do pocztówki. Zrozumcie mnie, obawiam się wysłać ją samą tak daleko, ale ona  upiera się i nic nie jest w stanie zmienić jej zdania. Spieszno jej  spotkać Katarzynę. Obiecałam więc wstępnie, że spełnię te prośbę.  Teraz szkicuje calość, bo czasu zostało już niewiele…”

Jeśli chcesz dowiedzieć się kim jest Tulipanka, kto ją rysuje oraz opisuje zajrzyj do zakładki TULIPANKA,
by zobaczyć jak powstaje ilustracja kliknij TUTAJ.


1ère partie LA LETTRE

– Maddame… Non, ce n’est pas bon! Chère Madame Katagina… Non ce n’est pas bien non plus ! En plus trop pimpant. Et si nous écrivions comme ceci… simplement : Chère Katarzyna. Mmm… voilà, comme cela sera convenable.
– Oui Tulipinette, cela me convient également…

Depuis plusieurs semaines, Tulipinette et moi nous essayions detrouver un moyen de libérer «Oriplume», l’ami de «L’oiseau Bleu». Nous cherchions des informations dans les livres savants, sur Internet, nous nous renseignions par-ci et par-là, nous dressions nos oreilles. Toutefois sans succès. Quelques histoires insignifiantes arrivèrent à nos oreilles, dévoilant légèrement le voile du sort du Corbeau, mais nous n’étions sûres de rien.En plus dans tout cela cette «Langue des oiseaux»! Tu dis une chose et l’autre en sort! Ce jeu à l’inutile homonymie des oiseaux nous avait tellement épuisées que nous décidâmes avec Tulipinette de s’avachir sur notre canapé et souffler un coup.
– Sais-tu mon «orangée» que ce balbutiement est en français ? Il serait donc sage de s’adresser à Katarzyna pour qu’elle nous le déchiffre ce gazouillis d’alchimiste, ainsi informai-je Tulipinette du procédé à suivre.
– Ah… oui, oui! Je suis tout à fait d’accord avec toi ! me répondit ma petite amie avec un soulagement perceptible dans sa voix.
Nous préparâmes donc une lettre adressée à Katarzyna et nous l’envoyâmes.
A présent il ne nous restait plus qu’à attendre.
Ce ne serait pas un mensonge si je disais que nous nous impatientâmes en attendant sa réponse…
Nous devions nous armer de patience, qui n’est en aucun cas une tâche facile pour Tulipinette.J’avais peur qu’elle ne veuille aller rejoindre Katarzyna en France. Pourvu que cela ne se produise pas!

L’attente…

Lorsque Tulipinette a appris que notre amie Katarzyna Ducros participait aux Foires et Salon du livre, elle a catégoriquement exigé d’aller la rejoindre sur place. Je n’ai strictement aucune idée d’où lui sont venues ces informations. Hier au moment du rangement de mon atelier elle a déniché dans ma bibliothèque unlivre racontant l’histoire de  «Anne de la maison aux pignons vertes». Cette lecture l’a tellement absorbée que je n’ai pu l’aborder. Après quoi, elle a déclaré qu’à elle aussi il lui faut des manches bouffantes sans quoi elle ne pourrait pas se montrer à aucun Salon du Livre, point final! Elle me sollicite alorspour lui faire les mêmes, par exemple sur une illustration d’une carte postale. Comprenez –moi, je crains de lui permettre d’aller aussi loin toute seule. Quant à elle, son avis ne change pas et elle persiste dans sa décision. Elle a hâte de rencontrer Katarzyna. Alors, jelui promets d’exaucer cette demande, mais juste un peu, pour commencer. A présent  je fais des croquis de l’ensemble, car il ne nous reste que très peu de temps…

Pour mieux connaitre Tulipanka et la personne qui la dessine et en parle dans le texte, sélectionne ce billet ICIpour voir comment l’illustration est créée cliquez ICI.