Moje małe atelier

Noszenie Małego w chuście* odciąża ręce, więc zaczęłam na poważnie zastanawiać się jak w trakcie jego słodkiej drzemki znaleźć czas na to, żeby popracować.

Już dawno zrezygnowałam z pospolitej wymówki, że nie mam na to odpowiedniego miejsca (racja, jest jeszcze inna, może bardziej pospolita wymówka – nie mam czasu!), bo pracownia moja ciągle nie gotowa i z powodu temperatury nie da się tam przebywać przez większość roku. Postanowiłam pokombinować trochę i urządzić kącik gdzieś na dole, gdzie mogłabym trzymać podstawowe akcesoria do rysowania, malowania i dokumentowania pracy. Kuchnia z oczywistych powodów się do tego nie nadaje. Jako mało inspirujące miejsce sama wymaga remontu, poza tym jak to zwykle bywa, goście, którzy nas ostatnio często odwiedzają z jakichś względów wolą przebywać właśnie w kuchni niż w specjalnie ku temu przygotowanemu pokoju gościnnym. I gdzie tu miejsce na kartki, farby, pędzle i kubki z wodą…? Po tylu latach nie mam już siły ciągle się rozkładać i składać, za każdym razem w innym miejscu. Już dość, że wszędzie noszę ze sobą książki 🙂 Potrzebuję czegoś stałego. A potrzeba wsparciem dla kreatywności 🙂

Uznałam więc, że by móc w dogodnej chwili, takiej jak ta, usiąść do pracy, postawić parę kresek czy skrobnąć kilka słów muszę mieć to jak najbardziej pod ręką z możliwością szybkiego oderwania się na karmienie na sygnał. Z oczywistych względów wybór padł na sypialnię, która od miesiąca przestała być już tylko azylem dla dwojga, ale stała się również pokojem dziecięcym. Stwierdziłam też, że do pełni szczęścia brakuje mi tu już tylko łazienki, kuchni i mogę z tego pokoju wcale nie wychodzić 🙂

*Poza oczywistymi korzyściami dla dziecka, pragnęłam chustować również z powodu mojej niezależnej natury, która podpowiada mi, by być samowystarczalną i przy mały dziecku mieć w miarę czysty dom, być czystą i najedzoną. Zorientowałam się jednak, że w naszym przypadku noszenie ma przede wszystkim zaspokoić potrzebę bliskości, o czym przekonałam się, gdy z dnia na dzień Mały przestał samodzielnie sypiać i reagował niepokojem na każde oddzielenie od moich ramion. Co wcale nie oznacza, że nie można robić dwóch rzeczy na raz – tulić i pracować 🙂 A jakże to jest przyjemne 🙂

Dodaj komentarz