Kokon

Z jakiegoś powodu czułam ulgę na myśl, że pierwsze jajko Julia przyrządziła
w mieszkanku w Paryżu, kiedy osnuwała się kokonem, z którego miała się wyłonić jako nowa Julia, Julia, którą było jej pisane się stać.

Julie Powell: Julie & Julia. Rok niebezpiecznego gotowania. Wyd. Świat Książki, Warszawa 2009, s. 101.

Świadomie niejako ukrywam się w niewielkim mieszkanku, które pieszczotliwie nazywam norką. Za dwa tygodnie i trzy dni minie pełny rok odkąd podjęłam wiele ważnych działań. Rok 2012 był rokiem przełomowych i nierzadko szokujących decyzji. Rok 2013 ustanowiłam rokiem odpoczynku i zwalniania. W ciągu tych dni nauczyłam się stwarzać czas, wydłużać czas i dostosowywać go do moich potrzeb. Nie wyłaniam się jednak jeszcze z mojego kokonu, moszczę się w nim nadal, bo podczas niemal każdej czynności towarzyszą mi wyrzuty sumienia, że życie nie polega przecież tylko na przyjemności, że obok mnie wszyscy ciągle biegną podczas gdy ja stoję lub… leżę. Nie oznacza to rezygnacji z tworzenia. W wybranych momentach z delikatną przyjemnością powracam do pracy. Wyjdę z kokonu kiedy znajdę w sobie harmonię, kiedy w pełni zaakceptuję fakt, że jestem jaka jestem, kiedy przestanę odczuwać strach przed tym, czym naprawdę chcę wypełnić swoje życie. Będę jednak żyć bez presji, strachu i wyrzutów sumienia. Stworzyłam sobie czas, w którym przyglądam się sobie siedząc, a nie biegnąc. Tak jest łatwiej. Nawyk przyglądania się pozostanie.

Dodaj komentarz