Anna Liwia Strutyńska, AneeDove ART – artystka, pomysłodawczyni i realizatorka projektu KATOszkice, autorka ilustracji do książki Zielone róże


Jakie pierwsze doświadczenie ze sztuką zapisało się w Twojej pamięci?

Gdy miałam około 10-ciu lat, dostałam od rodziców w prezencie wielkanocnym książkę Rysowanie. Hobby, które może być sztuką Stana Smitha. Pamiętam swoje podekscytowanie, gdy oglądałam zdjęcia najróżniejszych przyborów plastycznych. Niosły ze sobą obietnicę niezwykłej przygody rysunkowej i malarskiej. Oczywiście tego samego dnia przystąpiłam do realizacji zadań zawartych w książce. Pamiętam kolorową zieloną papugę, rysowanie konturów butów bez patrzenia na kartkę, a także kobiecy akt, na który również się porwałam. Oczywiście ze zdjęcia 😊

Co oznacza Twój pseudonim?

Mój pseudonim to zmodyfikowane imię (Anna – Anee) oraz panieńskie nazwisko (Gołąb – Dove). Wymyśliłam go już w podstawówce. Towarzyszył różnym moim przedsięwzięciom artystycznym, a potem powróciłam do niego po latach nieużywania, aby podpisywać nim swoje akwarele.

Opisz swój dzień.

Odkąd mój prawie 3-letni syn rozpoczął przedszkole, posiadam zdecydowanie więcej czasu na pracę i rozwój artystyczny. Zatem po odwiezieniu go do przedszkola, wracam do domu, jem śniadanie i zabieram się do pracy. Ostatnio podzieliłam pracę na kilka bloków tematycznych, które realizuję po kolei w określonym czasie. Około 15-stej jadę odebrać Olka, popołudnie spędzamy razem, a około godziny 20-stej staram się jeszcze usiąść do jakiejś niewymagającej rzeczy na godzinkę, dwie.

Opowiedz o procesie ilustrowania Zielonych róż. Jak poznałaś Katarzynę Ducros? Jak długo powstawała książka?

Kasia wpadła na mnie na Instagramie. Napisała mejla z pytaniem, czy byłabym zainteresowana stworzeniem ilustracji do jej książki. Z wielkim entuzjazmem zgodziłam się, ponieważ zawsze chciałam spróbować sił w ilustracji, a to było pierwsze takie przedsięwzięcie. Zaproponowałam Kasi styl i wizję na przykładzie jednej akwareli, spodobało jej się i postanowiłyśmy to zrealizować. Zlecenie to było dla mnie tym bardziej cenne, że wypadło na dość nieciekawy okres w moim życiu, a mianowicie na zdiagnozowanie w podbrzuszu guza. Czekała mnie diagnostyka i operacja. Obawiałam się, że nie dam rady pociągnąć tego zlecenia, ponieważ nie byłam pewna, co ze mną będzie dalej. Ale postanowiłam mimo wszystko nie dać się  chorobie, tylko zostawić sobie jedną rzecz, która będzie mnie w razie czego trzymała w pionie. I bardzo dobrze zrobiłam. Zlecenie zrealizowałam przed czasem i faktycznie pomogło mi ono w pewnym stopniu zachować racjonalne myślenie w tym trudnym okresie. Wszystko dobrze się skończyło, również na polu zdrowotnym 😊


Co było najprzyjemniejsze w tworzeniu ilustracji, a co sprawiło Ci najwięcej trudności?

Najtrudniejsze było narysowanie sylwetek pozycji baletowych. Trzeba było zachować prawidłowe pozycje, czasem bardzo nienaturalne i łatwo było o karykaturalne przedstawienie postaci. Największą przyjemność sprawiło mi, jak zwykle, malowanie samymi akwarelami, zwłaszcza tła. Uwielbiam to, jak pigment się ze sobą łączy i tworzy łagodne gradienty. Zastosowałam efekt soli, dlatego zawsze z ciekawością czekałam, jakie powstaną kształty tym razem.

Czy planujesz zilustrowanie kolejnej książki?

Jeśli pojawi się taka możliwość, to jak najbardziej. Chciałabym wykonać ją w stylu, na którym ostatnio się skupiłam, a zatem czarny kontur z akwarelowym wypełnieniem oraz z graficznymi elementami pozostawionymi na biało.

Opowiedz o projekcie KATOszkice, czy będą też inne MIASTOszkice?

KATOszkice powstały na bazie moich wędrówek ze szkicownikiem po mieście. Bardzo lubię,, przy okazji załatwiania jakiś spraw na mieście, zatrzymywać się i łapać kadry miejskiego zgiełku. Pewnego dnia moja znajoma zamówiła u mnie ilustrację ulicy Krzywej. Robiłam coś takiego pierwszy raz poza szkicownikiem, nie licząc zlecenia na kalendarz, który realizowałam dwa lata wcześniej. Ilustracja tak się spodobała, że postanowiłam zrobić cykl 10-ciu obrazów, przedstawiających Katowice. MIASTOszkice tworzą się równolegle, w miarę mojej obecności w innych miastach, polskich jak i zagranicznych. Niedawno stworzyłam cztery ilustracje Lublina, specjalnie na wystawę w tym mieście. W najbliższych planach mam zamiar zabrać się za mój rodzinny Chorzów, z nastawieniem na korzystanie z archiwalnych fotografii.


Urban Sketching, skąd pojawiła się u Ciebie pasja rysowania miejskich pejzaży i architektury?

Ponad dwa lata temu, będąc na kilkudniowym plenerze połączonym z warsztatami w Kazimierzu Dolnym, poszłam na zajęcia z Urban Sketchingu z Jackiem Krenzem. Ruch USk zachwycił mnie z miejsca. Luźne rysunki, czasem bardzo graficzne, połączone z tekstem, nie dosłowne, a bardzo swobodne – to jest to, co mnie najbardziej urzeka. Fakt, że rysuje się z natury i chcąc nie chcąc, łączy się to z wyjściem z pracowni, poszukiwaniem nowych miejsc i doświadczaniem na żywo przestrzeni, jest dla mnie niebagatelny. Za dużo w moim życiu jest social media, komputera, zdjęć i siedzenia w domu, abym miała nie docenić możliwości doświadczenia czegoś naprawdę, na własnej skórze. Urban Sketching motywuje mnie również do podróży i poznawania miast poprzez rysunek właśnie.

Dlaczego spośród wielu dostępnych technik artystycznych wybrałaś akwarelę?

Akwarela urzekła mnie głównie przejściami kolorystycznymi, rozlewaniem się kolorów i swobodnym mieszaniem się ich już na papierze. Podoba mi się też jej, nazwijmy to, kompaktowość. Gdy malowałam akrylami na płótnach, nie miałam potem co zrobić z tymi wielkimi obrazami. Papier akwarelowy jest cienki i można go łatwo przechowywać.  Akwarele są bardzo poręczne po prostu. Jest to też dość trudna technika do opanowania, więc sam już ten fakt rozbudził we mnie moje pokłady czasem niepotrzebnej ambicji 😊


Z Twojego vloga dostępnego na Facebooku dowiedziałam się, że przeszłaś drogę od “hobbysty” do “artysty”. Opowiedz o swojej ścieżce rozwoju.

Zaczynałam z czystej pasji. Po zrezygnowaniu z pracy na etacie, posiadając więcej czasu, postanowiłam wrócić do porzuconej na wiele lat pasji rysowania i malowania. Wciągnęłam się. Zaszłam w ciążę, a po urodzeniu dziecka potrzebowałam jakiejś jednej, małej przestrzeni tylko dla siebie, która będzie mnie trzymać przy zdrowych zmysłach 😊 Dlatego nie zrezygnowałam z malowania, gdy stałam się mamą, a wręcz przeciwnie, tym bardziej zaczęłam dbać o to, żeby codziennie mieć chociaż pół godziny na malowanie. Tak minęły prawie trzy lata, a ja zorientowałam się, że nie ma już dnia bez tworzenia czegoś. Zaczęły pojawiać się pytania o zlecenia i mimo, że początkowo byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, bo bałam się, że malowanie na zlecenie lub sprzedaż prac może wprowadzić do mojego sielankowego hobby element negatywnych emocji, które, nie ukrywajmy, czasem zdarzają się w kontakcie z klientami, to niedawno postanowiłam spróbować wejść na ścieżkę profesjonalną. Aczkolwiek wiadomo, że jest to proces i minie jeszcze kilka lat, zanim będę mogła o sobie powiedzieć z czystym sumieniem, że jestem profesjonalną ilustratorką.

Rysujesz codziennie. Czy masz “gorsze dni” i co wtedy motywuje Cię do pracy?

Po okresach dużej aktywności, często następuje u mnie spadek. Uczę się mądrze gospodarować swoją energią. Kiedyś na siłę próbowałam działać, nawet gdy tych sił nie miałam i wtedy moja frustracja zachowywała się jak kula śniegowa. Ostatnio czytam dzienniki Czapskiego i okazuje się, że miał on dokładnie ten sam problem. Oboje zatem doszliśmy do wniosku, że jak się ma gorsze dni, to trzeba sobie zrobić herbatę, przykryć kocykiem, ­włączyć ulubiony serial i przeczekać. Chociaż Czapski wtenczas czytał lub pisał, a ja oglądam sezon za sezonem jakiegoś serialu 😊 Do pracy motywuje mnie także metoda małych kroków. Gdy mam gorszy dzień, kusi mnie, aby przełamać stagnację albo ostrym planem, albo totalnym „nic nie robieniem”. Teraz jestem już mądrzejsza i skracam sobie działania nawet do 20%. Wtedy mam poczucie, że zrobiłam cokolwiek, że choć w małym stopniu posunęłam sprawy do przodu, ale nie odbyło się to dodatkowym kosztem mojej energii.

Czy masz jakąś radę dla osoby, która chce swoje życie związać ze sztuką?

Rysować i malować codziennie, nawet jeśli ma to być tylko 15 minut. I druga, niemniej ważna, a którą dostałam od mojego kolegi po fachu na początku mojej drogi i która sprawdziła się w 200% – zawsze, ale to zawsze kończyć rozpoczętą pracę, nawet wtedy, gdy wydaje się, że nic już z tego nie będzie. To działa.

Podzielisz się swoimi planami na przyszłość?

Najbliższe miesiące chcę poświęcić stworzeniu drugiej części KATOszkiców, z nastawieniem na większe formaty. Chciałabym finalnie zorganizować wystawę tych prac. Pomimo zimy i niesprzyjających warunków pogodowych, będę chciała kontynuować ideę wypadów na miasto i zapełnianiu szkicowników nowymi urban-sketchami, a także kontynuować organizację wspólnych spotkań wokół miejskiego rysowania. Nie zapominam przy tym wszystkim o korzeniach mojego malowania, czyli o tradycyjnej akwareli. W planach mam ubieganie się o członkostwo w Stowarzyszeniu Akwarelistów Polskich, a zatem chciałabym znaleźć czas także na malowanie obrazów akwarelowych o różnej tematyce. I ostatni, lecz nie mniej ważny punkt, to stworzenie komiksu na podstawie opowiadania mojej przyjaciółki. Jest to zupełnie nowa inicjatywa i nie jestem do końca pewna, jak ona wyjdzie. Na szczęście będę współpracować ze scenarzystą, który zna się na rzeczy i poprowadzi mnie przez ten proces, a a ja mam nadzieję, że uda mi się stworzyć jakąś nową, ciekawą formę 😊

Dokończ zdanie: “Jestem…”

Jestem wtedy, gdy maluję.

* Wszystkie zdjęcia i ilustracje pochodzą z archiwum AneeDove ART.