Nadeszła sroga zima. Biały śnieg pokrył całą okolicę i mroźny wiatr malował na szybach moich okien wymyślne roślinne kompozycje. Białe kwiaty rodem z lodowego ogrodu Królowej Śniegu! Ucieszyłam się myślą, że mała Tulipanka, która przybyła do mnie przed tymi mroźnymi dniami, jest schowana w cieple moich malarskich barw.
“Ah! No właśnie! Gdzie ona się podziała? Chyba nie wyszła do ogrodu w tę śnieżną zamieć!”
Bardzo się wystraszyłam i zaczęłam szybko przeglądać moje akwarelowe historie w poszukiwaniu “pomarańczowej”.Nie było jej ani w brzezince, ani u liska w norce. Różana panna i brzoskwiniowy kwiat, też jej nie widziały. Zrezygnowana, odłożyłam moje obrazy na biurko, aż tu nagle… zobaczyłam na parapecie dwa malutkie, czarne punkciki wystające spod zasłony.
“No proszę, muchy urządziły sobie tutaj taras widokowy! Ha! Ha! Ha! Chyba je stąd wypłoszę. Zazwyczaj, muchy teraz śpią, a nie zabawiają się w publiczność zimowego teatru.” Myśląc tak, zbliżyłam się po cichutku do oknai stąpając delikatnie po parkiecie, starałam się nie robić zbyt dużo hałasu. Chciałam je wystraszyć, te ciekawskie muchy.
Tuż, tuż, gdy byłam już bliziutko przy zasłonie, niespodziewany i potężny głos huknął na mnie od szyby :
– CICHO!!!
Aż echo się odbiło z łoskotem od ścian.
No i zamiast much, to ja sama się wystraszyłam.
Przede mną rozciągał się niecodzienny widok – moja mała, pomarańczowa istotka klęczała na parapecie okna i trzymając w ręce ogromną tubę przyklejała swój nosek do szyby. W jej piękne włosy, splecione w dwa warkocze, wpięte były dwa pióra, niebieskie i żółte. Jej widok tak mnie zaskoczył, że nie wiedziałam, co powiedzieć.
– Wiem, wiem. Chcesz wiedzieć dlaczego tak tutaj siedzę i po co mi ta tuba – odpowiedziała moim myślom Tulipanka – Czekam na “Złotopiórego”.
Dopiero teraz odzyskałam głos i otrząsnełam się z chwilowego otępienia. Wykrztusiłam z siebie tylko jedno słowo:
– Co?
– Ewa! To nie ładnie mówić “co”. Grzeczne osoby mówią “słucham”. Sama mnie tego nauczyłaś. Mam znów na ciebie huknąć z mojej tuby, żebyś oprzytomniała?
– Oh, nie! Tylko nie tuba! Przepraszam Tulipanko. Masz racje, ale lepiej zejdź tu do mnie na biurko, bo siedzenie na parapecie nie przystoi eleganckim postaciom i może być niebezpieczne. Silny wiatr mógłby porwać ciebie i moje rysunki. A potem, “szukaj wiatru w polu”! – odpowiedziałm już nieco pewniej.
-Dobrze, dobrze – Tulipanka przyszła na moje biurko.
– Kto to jest ten “Złotopióry”? Skąd u ciebie takie dekoracje w tych niezwykłych splotach? – drążyłam temat zaciekawiona.
Rzeczywiście, forma splotu warkoczy wyglądała tak jakoś “nie z tej ziemi”. Nigdy przedtem nie widziałam takiej fryzury!
– Ach… Piękna fryzura, prawda? To dzieło mojej nowej przyjaciółki, “Błękitnego Ptaka”. No, wiesz, ta twoja ostatnia kreacja malarska. Jak ona pięknie tańczy! Jej kolor mieni się tysiącem odcieni, gdy kręci się i faluje na wietrze. Pióra są jej podarunkiem dla mnie. Jedno pochodzi z jej pięknej szaty, a drugie od jej przyjaciela, “Złotopiórego”.
Mówiąc te słowa Tulipanka nagle posmutniała. Po chwili, ponownie kontynuowała swoją opowieść.
– Podobno, jej najlepszy przyjaciel i jedyny powiernik “Złotopióry” pozostał daleko, tam, za horyzontem, w krainie skąd pochodzi “Błękitny Ptak”.
– Ależ Tulipanko, postać niebieskiego ptaka narodziła się w mojej wyobraźni! – zdziwiłam się jej wywodem.
– Nie. Takie ptaki żyły kiedyś daleko stąd. Pewnego dnia nadeszły złe czasy dla tej krainy, bo zły Kruk zawładnął światem. Wszystkie piękne ptaki skazano na banicję i rozleciały się one po całym wszechświecie. Każdy z nich miał ze sobą swojego odpowiednika i przyjaciela “Złotopiórego”. Tylko jeden, ten jedyny onajpiękniejszych żółtych piórach, pozostał na miejscu.Skaleczył się cierniem zapomnienia w ogrodzie złego Kruka i został uwięziony w czeluściach niewiedzy. “Błękitny Ptak” dofrunął resztką sił do twojego, Ewo, świata i zatrzymał się w twoim szkicowniku, ale pamięć o swoim przyjacielu zachował w postaci tej pięknej, drogocennej, złocistej lotki.
– Oh! Historia, którą mi opowiadasz, jest zarazem piękna i smutna. Może istnieje jakieś wyjście, fortel w celu uwolnienia “Złotopiórego” i uszczęśliwienia naszej nowej towarzyszki?
– Nie. Prawdopodobnie nie można nic zrobić.
– Tulipanko! Nie trać nadziei! Mam pomysł! – pewna myśl przeszła mi przez głowę jak piorun i już wiedziałam, co robić.
– Oooo! Słucham cię!
– Najpierw, spróbujemy wywołać “Złotopiórego” rysunkiem. Jeśli to nie da żadnych efektów, to napiszemy list do Katarzyny, a ona, używając magicznych słów połączy z nami swoje siły. Co ty na to ?
– Świetny pomysł! Bierzmy się szybko do roboty! Huuuu! Uciekać z naszego ogrodu wstrętne kruczyska !!!
Rozradowana Tulipanka huknęła w tubę zwracając się w stronę okna. W moim ogrodzie pojawiły się wielkie kruki i patrzyły złowieszczo w naszą stronę. Teraz zrozumiałam, dlaczego moja mała pomarańczowa istotka tak dzielnie trzymała wielką tubę. To nie był żaden kaprys z jej strony, ale potrzeba obrony “Błękitnego Ptaka”. Zdecydowałam, że muszę rozwiązać tę zagadkę. Być może, ten Kruk nie jest taki zły jak go malują?

Jeśli chcesz dowiedzieć się kim jest Tulipanka, kto ją rysuje oraz opisuje zajrzyj do zakładki TULIPANKA,
by zobaczyć jak powstaje ilustracja kliknij TUTAJ.


L’hiver rude arriva. La neige blanche couvrit les alentours et le vent glacial dessina sur les vitres de mes fenêtres des ingénieuses décorations végétales. Des fleurs blanches comme celles du jardin de la Reine des Neiges ! J’étais contente de savoir que la petite Tulipinette, venue chez moi avant ces jours froids, était bien à l’abri dans les couleurs chaudes de mes tableaux.
«Ah! Bah, justement! Où est-elle passée? N’est-elle quand même pas sortie dans le jardin par cette tempête de neige?»
Pas rassurée, j’entrepris vite de regarder mes histoires en aquarelle à la recherche de la petite «orangée». Elle n’y était pas. Ni dans la boulaie, ni dans le terrier du petit renard. Ni lademoiselle de Rose ni la Fleur d’abricot ne l’avaient vue. Résignée, j’avais posé mes peintures sur le bureau, quand tout à coup… je vis sur le rebord de la fenêtre et dépassant de sous les rideaux, deux petits points noirs.
«Voilà, voilà! Les mouches se sont faitesune terrasse d’observation! Ha! Ha! Ha! Je vais les chasser d’ici. D’habitude, à cette période, les mouches dorment et ne s’amusent pas à jouer le public d’un théâtre hivernal.» Pensant ainsi je m’approchais silencieusement de la fenêtre en marchant délicatement sur le parquet avec le moins du bruit possible. Je voulais leur faire peur, à ces curieuses mouches.
Tout près de la fenêtre, quand j’approchais déjà du rideau, une grande voix me hurla d’un coup:
– SILENCE!!!
L’écho, résonnant dans toute la pièce, rebondit carrément des murs.
Et au lieu des mouches, c’est moi-même qui avais pris peur.
En effet, devant moi s’étendait une scène pour autant inhabituelle – ma petite « orangée », s’agenouillant sur le rebord de la fenêtre, collait son petit nez à la vitre et tenait dans ses mains un énorme porte-voix. Dans ses beaux cheveux, tressés en deux épis, était accrochées deux plumes – bleu et jaune. Sa vue me surprit tellement que je ne savais que dire.
– Oh, je sais. Tu aimerais savoir ce que je fais ici et pour quoi ce tuba. Tulipinettedialogua avec mes pensées. J’attends «Oriplume».
Ce n’est qu’à ce moment-là, une fois revenue de mon hébétude, que je retrouvai ma voix. Juste un seul mot  sortit de ma bouche:
– Quoi?
– Ewa! Ce n’est pas très joli dire « quoi»! Les personnes bien élevées disent «comment». C’est ton enseignement. Veux-tu que pour te réveiller je t’assone à nouveau avec mon tuba?
-Non ! Surtout pas le tuba ! Excuse-moi,Tulipinette. Tu as raison. Par contre toi, descends et viens me voir ici, sur le bureau. Pour des personnages aussi élégants que toi, il ne convient pas de s’assoir sur la fenêtre, d’autant plus que cela est dangereux par ce temps. Le vent fort pourrait t’emporter ainsi que mes dessins et puis il faudra « courir après le vent » ! Répondis-je déjà plus à l’aise.
– Bon… d’accord.
Elle descendit de la fenêtre et vient vers moi.
– Qui est-ce «Oriplume» et d’où provient cette décoration dans tes incroyables tresses ? Curieuse, je creusais ce thème très énigmatique.
Effectivement, la forme des tresses de Tulipinette était comme «d’un autre monde ». Je n’avais jamais vudans ma vie une pareille coiffure!
– Ah, oui… Quelle belle coiffure! N’est-ce pas? C’est l’œuvre de ma nouvelle amie «L’Oiseau bleu». Rappelle-toi, il s’agit de ta dernière création d’aquarelle. Elle danse si bien! Quand elle tournoie et ondule dans le vent ses couleurs se déclinent en mille teintes! Les plumes dans mes cheveux sont le cadeau qu’elle m’a offert. L’une provient de sa belle tenue, l’autre vient de son ami « Oriplume » – l’oiseau aux plumes en or.
Soudainement, parlant ainsi, Tulipinette s’attrista. Puis, quelques instants après, son récit reprit.
– Il paraît que le meilleur ami et le confident de «L’Oiseau Bleu»  «Oriplume» est resté loin, là-bas, au-delà de l’horizon, au pays d’où elle vient.
– Mais…Tulipinette. Le personnage de «L’Oiseau Bleu» est né dans mon imagination! Je fus surprise par ses dires.
– Non. Autrefois, ces oiseaux vivaient bien, loin d’ici, mais les temps ont changé pour leur contrée. Le méchant Corbeau a pris le monde en possession. Tous les magnifiques oiseaux furent bannis et s’envolèrent partout dans l’univers. Chacun d’eux était en compagnie de son ami et de son comparable, « Une Plume d’Or ». Parmi tous, un seul, unique et doté d’un plus joli plumage est resté sur place. En effet, il s’est blessé avec l’épine de l’oubli du jardin de vilain Corbeau et il fut emprisonné dans le gouffre de l’ignorance. Au bout de ses forces, « L’Oiseau Bleu » est arrivé dans ton monde, Ewa, puis il s’est arrêté sur les pages de ton carnet d’esquisses. Toutefois, il a gardé la mémoire de son ami en cette belle et précieuse penne dorée.
– Oh! Cette histoire que tu me raconte est à la fois belle et triste. Existerait-il une issue, une ruse pour libérer « Oriplume » et rendre heureuse notre nouvelle compagne?
– Non. Il n’y a probablement rien à faire.
– Tulipinette! Ne perds pas espoir! J’ai une idée! Une pensée me traversa l’esprit en un éclair et désormais je sus comment faire.
– Ooo! Je t’écoute alors!
– D’abord, nous essaierons d’appeler «Oriplume» par le dessin. Si cela n’a d’aucun effet, nous écrirons une lettre à Katarzyna qui, avec ses mots magiques, se joindra en force à nous. Qu’en dis-tu?
– Excellente idée! Activons-nous donc! Huuu! Partez vite de notre jardin, répugnants corbeaux!

Pour mieux connaitre Tulipanka et la personne qui la dessine et en parle dans le texte, sélectionne ce billet ICIpour voir comment l’illustration est créée cliquez ICI.