Bajki Baletowe – recenzja

Bliscy oraz te osoby, które mnie dobrze znają wiedzą, że zawsze ucieszę się z prezentu związanego ze sztuką, książką dla dzieci oraz baletem. Takie rzeczy ze spokojną głową i sercem można kupować dla mnie w ciemno, ale tym razem siostra dała mi wybór. Miał on dotyczyć dwóch tytułów książek dla dzieci z serii Bajki Baletowe. Słyszałam o niej już co nieco, ale nigdy nie miałam w ręku. Zdecydowałam się więc na Dziadka do orzechów oraz zupełnie mi nieznaną Pulcinellę.

Wśród widzów klasycznych spektakli baletowych niemal zawsze są dzieci. Można podziwiać je w antrakcie jak z wypiekami na twarzy ćwiczą piruety naśladując tancerzy. Widać które z nich uczą się tej trudnej sztuki – postawa, ruch dłoni, głowy, stopa point. Ile rozumieją jednak z treści samego baletu, który nie jest tylko zbiorem kroków? Czy ktoś odpowiednio wprowadził je w dramaty i radości bohaterów, przeczytał z nimi libretto? Doskonałą ku temu okazją jest poznanie Bajek Baletowych. Publikacje tego typu to nie jest absolutna nowość na rynku wydawniczym. Niedawno pojawiła się książka Ewy Nowak Jezioro Łabędzie, czyli jak powstał najsłynniejszy balet świata z serii Czytam sobie, w bibliotekach spotkać można Ilustrowane opowieści baletowe, z przedmową Darcey Bussel. Z pewnością znalazłoby się coś jeszcze. W każdym razie nie spotkałam do tej pory tak bogatego i dobrze opracowanego pod kątem literackim oraz merytorycznym zbioru historii baletowych. Aż trudno mi się powstrzymać, by mojego małego zbiorku w przyszłości nie uzupełniać o inne tytuły. A właściwie dlaczegóż by nie? 🙂

W trakcie moich poszukiwań czegoś więcej na temat baletu Pulcinella natrafiłam w serwisie youtube.com na film z 1947 roku rejestrujący ten właśnie balet. Mam poczucie, że autorka ilustracji Klaudia Polak-Szewczyk oparła wygląd swoich bohaterów na wspomnianej wersji baletu, gdzie postaci ubrane są w białe stroje, maski oraz wysokie czapki. Równocześnie czytając treść książki, libretto oraz oglądając film krążyła mi po głowie myśl, że twórcy Bajek podjęli się trudnego zadania przybliżenia dzieciom historii o skomplikowanej fabule, pełnej zamętu akcji i komicznych pomyłek. Jednocześnie dokonali dobrego wyboru decydując się na ilustracje nawiązujące do tej, a nie innej wersji baletu z choreografią Nilsa Christe, która mi osobiście przypomina spektakle dla dzieci ze względu na zabawne stroje oraz maski. Dzieciom na pewno zapadną w pamięć dziwaczne imiona takie jak Pulcinella czy jego dziewczyna Pimpinella.

Dziewczynki pragnące być księżniczkami i tańczyć na czubkach palców mogą być nieco zawiedzione brakiem point nawet u głównej bohaterki Pimpinelli. W tym balecie wszyscy tancerze używają wyłącznie miękkich baletek, mimo, że na ilustracjach jest to przedstawione zgoła inaczej. To wydaje się być szczegółem, ale sądzę, że dzieci czytające książkę, a potem oglądające spektakl to zauważą.

W samym balecie trudno o bardzo klasyczne, znane wszystkim ruchy i pozy, ponieważ jest on stworzony w nurcie neoklasycyzmu kładącego nacisk na pantomimę i gest. Podoba mi się to, dzięki książce z serii Bajki Baletowe  mogłam poznać coś nowego 🙂

Myślę, że warto przeczytać książkę, również ze względu na wyjątkowo piękną warstwę słowa, warto też później wybrać się na balet, jeśli jest wystawiany lub odnaleźć nagrania w internecie, gdzie są dostępne całe spektakle, m.in. ten ze scenografią Pabla Picassa. Choćby z tego powodu, by pokazać dzieciom oraz samemu zobaczyć, że balet to nie tylko tancerki w tutu, pointach oraz tancerze w obcisłych trykotach. Warto również wczytać się w dodatki zamieszczone na końcu książki, dzięki którym i niejeden dorosły dowie się czym jest włoska komedia dell’arte oraz poznać wycinki z historii tańca, zobaczyć jak trudna to jest sztuka oraz ile potrzeba pracy wielu ludzi, by taki spektakl stworzyć.

Tak na koniec jeszcze parę słów o samym opracowaniu graficznym serii. Znam zaledwie dwa tytuły, w których ilustracje są stworzone ręką tej samej artystki i zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi Pulcinella. Mam wrażenie jakby autorka miała przy niej więcej zabawy… Ilustracje pomimo delikatnej kreski i dość bladej kolorystyki są żywe i dynamiczne, miło się ogląda ładnie zarysowane stopy oraz mięśnie. Widać, że ciała bohaterów są ukształtowane przez baletowe ćwiczenia. Jest to bajka baletowa jak się patrzy. W Dziadku niestety trudno o takie obrazy, postaci są rysowane jakby w pośpiechu, kolory troszkę brudne. Ilustracja na końcu opowieści jest niemal jedyną, która może odróżniać książkę od standardowo opracowanej baśni. 

Nie zmienia to jednak faktu, że autorzy stworzyli dopracowaną i spójną pod każdym względem serię. Wystarczy spojrzeć na wyklejki książek, które są jakby początkiem opowieści.

Dla chętnych link do filmu, o którym pisałam wyżej 🙂

 

Dodaj komentarz