Moje arcytworki

Oto historia jak tworzenie filcowych upominków dla uczestników pewnych arteterapeutycznych spotkań i dla mnie było swego rodzaju arteterapią. Arcytworki, bo tak nazwałam ręcznie tworzone ptaszki, stały się też niejako pomysłem na moją wizytówkę.

Pewnego dnia Zuzanna Janaszek-Maciaszek, prezes Fundacji im. Doktora Piotra Janaszka PODAJ DALEJ w Koninie zwróciła się do mnie z prośbą zrobienia upominków dla uczestników warsztatów Arteterapia drogą do twórczej integracji II organizowanych przez Fundację. Przystąpiłam do pracy z wielką ochotą, bo uwielbiam rękodzieło, nie sądziłam jednak, że będzie to wieloetapowa przygoda trwająca niemal pół roku.

Po ustaleniu jaki kształt miały przybrać upominki i z jakich materiałów miały być zrobione zabrałam się za rozrysowanie projektu na kartce.

Starałam się przy tym uwzględnić kilka niezwykle ważnych kwestii. Na początku oszacowałam ilość pracy, którą będzie należało włożyć w stworzenie pojedynczej sztuki i stwierdziłam, że najlepiej jest podzielić pracę na etapy i zająć się jednorazowo 20-30 ptaszkami, tak by dość szybko mieć widoczne efekty oraz gotowe upominki do zapakowania i wręczenia. Termin pierwszego warsztatu zbliżał się nieubłagalnie. Dochodziła oczywiście do głosu moja niepohamowana ambicja zindywizualizowania każdej sztuki, bo jeśli mogę to unikam robienia dwa razy tego samego, w taki sam sposób. Zdecydowałam się na zabawę kolorami, natomiast forma sama w sobie pozostała niezmienna. Po czasie odczuwam cichą satysfakcję, że udało mi się osiągnąć cel i nadać każdemu ptaszkowi nieco inny charakter 🙂

Zanim zabrałam się na poważnie do pracy postanowiłam jakoś się na ptaszkach podpisać. Wybrałam sposób sprawdzony przez innych twórców. Zaprojektowałam więc wzór wszywki, którą włączałam potem do każdego ptaszka. Po kilkudniowych poszukiwaniach odpowiedniej drukarni, najbardziej spodobała mi się oferta sympatycznej firmy Magam z Łodzi. Za całkiem niezłą cenę w niedługim czasie otrzymałam przesyłkę z 500 sztukami satynowych wszywek. Mam swoją własną wszywkę, wow! Dziękuję za cierpliwość, kiedy poprawiałam czytelność nadruku i za wszystkie szybkie odpowiedzi 🙂

Nareszcie mogłam rozpocząć właściwą pracę. Na początku odrysowałam szablon ptaszków wiele wiele razy i nawet je wycięłam, po czym zorientowałam się, że coś pomyliłam w wymiarach i ptaszek uszyty wg tego wzoru będzie zdecydowanie za mały.

Ale ze mnie ciapciuś! Musiałam więc zabrać się do pracy od początku, a zmarnowane arkusze filcu zużyć na oczka lub skrzydełka. Zmarnowanego czasu nie dało się już cofnąć, postanowiłam jedynie być uważniejsza…*

Po wycięciu z filcu wszystkich niezbędnych elementów ptaszków, a dokładnie ciałka, skrzydełek, oczek i dziubków zaczęłam składać je w jedną całość i łączyć wstępnie za pomocą kleju magic. Ptaszki miały być dwustronne, więc przy ostatecznej ilości 270 sztuk miałam do zszycia i ozdobienia bagatela, zaledwie 540 stron 🙂 Przede mną rysowała się mglista wizja wielu godzin spędzonych na szyciu, cudownie!

Za pomocą nici wyszyłam linię rzęs w zamkniętych oczkach, piórka na brzuszku oraz przyszyłam ozdobne skrzydełko wycięte z kolorowych tkanin. Przeróżnych skrawków mam mnóstwo, niemal każdemu towarzyszy jakaś historia skąd się u mnie wziął i dlaczego go zatrzymałam. Niektóre mają ponad 30 lat i czekały na ten właśnie moment, by ich użyć. Wycinanie dekoracji skrzydełek było dla mnie niejednokrotnie romantyczną podróżą do przeszłości. Te kolorowe miniaturowe skrzydełka i naszyte na nie cekinki były elementem różnicującym ptaszki, które nadawały im przeróżny charakter. Był to najbardziej twórczy etap w całej pracy.

Pozostało już tylko zeszycie dwóch cząstek i wypełnienie wnętrza watą. Przez środek przeciągnęłam sznurek z zawieszonymi na końcach koralikami, były to zarówno nóżki jak i haczyk.

Na koniec pozostało już tylko zapakować każdą sztukę w osobną przezroczystą folię w formę tzw. cukierka. Do związania folii użyłam sznureczka z nawleczonym kartonikiem z nazwą Fundacji PODAJ DALEJ z Konina i już ptaszki mogły frunąć do swoich nowych właścicieli.

Praca ta mimo, że bardzo długotrwała, dała mi jednak dużą przyjemność i po czasie przyznaję, że za nią tęsknię 🙂 Jako, że w wielu warsztatach sama byłam uczestniczką, mogłam nie tylko na koniec osobiście wręczać upominki, czasem też cicho się przyznać, że tak, to ja zrobiłam. Warsztaty z arteterapii w PODAJ DALEJ mimo, że kończą się otrzymaniem wielu scenariuszy zajęć, nie dają gotowych rozwiązań, bo w tej pracy tak się po prostu nie da. Za to są dużym przeżyciem dla uczestników, ponieważ przez trzy dni  pracuje się na własnych doświadczeniach. Oto terapeuci, którzy na co dzień prowadzą zajęcia mogą sami zanurzyć ręce w farbie i poczuć narzędzie. Cudo! To przeżycie powoduje, że wraca chęć do pracy nawet wśród wypalonych zawodowo osób. Zuzanna Janaszek-Maciaszek, prezes Fundacji podsumowując na koniec trzy dni wytężonej pracy ujmowała w prostych acz pięknych słowach to, czego ja nie umiałam jakoś wyrazić – wyfruwacie stąd jak te rozmarzone ptaszki z dziubkami uniesionymi w górę, pełni inspiracji do dalszej pracy. Okazało się, że te ptaszki, drobne breloczki z filcu, których proces tworzenia był dla mnie podróżą w przeszłość doskonale wpasowały się w atmosferę pożegnania towarzyszącą twórczym spotkaniom.

* Oficjalna wiadomość do wszystkich ciapciusiów takich jak ja – zawsze rób próbkę. Próbka to podstawa 🙂

4 Comment

  1. Dominika says: Odpowiedz

    Są przecudne! A ja jestem posiadaczkę jednego z nich 🙂

  2. Bardzo się cieszę! Mam nadzieję, że dobrze służy i przynosi inspirację 🙂

  3. Julita says: Odpowiedz

    Twój – Mój Arcytworek jest nie tylko wspomnieniem inspirujących warsztatów, daje moc do twórczych działań. Pozdrawiam i ściskam z Gdyni! 🙂

  4. Świetnie! 🙂 Pozdrawiam spod Konina

Dodaj komentarz